Macierzyństwo i reszta świata

Metamorfoza kuchni w bloku

Metamorfoza kuchni w bloku

Nowa kuchnia bez kucia kafli, kupowania nowych mebli i wzywania fachowców? Postanowiliśmy sprawdzić, czy da się zrealizować ten pomysł z zadowalającym efektem – o naszych zmaganiach przeczytacie poniżej. Wpis NIE JEST stworzony przy współpracy z żadną firmą, więc mogę trochę bezkarnie ponarzekać.

Mała kuchnia w wielkiej płycie

Wystrój kuchni odziedziczyliśmy po poprzednich właścicielach naszego mieszkania w typowym bloku z wielkiej płyty (w jednym z poprzednich wpisów przeczytasz jak kupić mieszkanie z rynku wtórnego). Pomieszczenie jest osobne (niepołączone z pokojem), ma niecałe 6 m2, podobno było remontowane ostatnio 7 lat temu. Nie podobały nam się przede wszystkim płytki z marmurkowymi wzorami à la lata 90. Mimo że moda na ten okres nastała niedawno w branży odzieżowej, to jednak wnętrzarska wchodzi dopiero w PRL, więc jeszcze trochę musielibyśmy poczekać, aż nasze płytki wrócą do łask. 😉 Jaskrawozielone ściany nie trafiły w mój gust – lubię ten kolor, ale nie w tak dominującym stężeniu. Przeszkadzało mi też odznaczanie się białej zmywarki i kuchenki na tle drewnianych mebli.

Kuchnia przed metamorfozą  Kuchnia przed metamorfozą - kuchenka i zlew

Kuchnia przed metamorfozą - szafki z MDF  Kuchnia przed metamorfozą - lodówka  

Stara kuchnia miała też kilka zalet – główną z nich był sensownie rozplanowany układ i dobre wykorzystanie tak małej powierzchni. Meble były z płyty MDF były solidnie zrobione (chyba na wymiar), niezbyt zniszczone. Postanowiliśmy to wykorzystać jako podstawę metamorfozy, a zmienić tylko nieodpowiadającą nam kolorystykę.

Co zmieniliśmy?

Początkowo zakres prac miał obejmować tylko pomalowanie mebli, ścian, podłogi i glazury, ale w trakcie remontu przyszło nam do głowy kilka nowych pomysłów i trochę popłynęliśmy. 🙂 Wymieniliśmy też blaty wraz z listwami, uchwyty szafek, zlew z baterią i dokupiliśmy pochłaniacz. Na szczęście budżet nie był dla nas najważniejszym kryterium przy planowaniu metamorfozy (chociaż oczywiście staraliśmy się ograniczać koszty), liczyła się głównie niska pracochłonność i mała ilość remontowego bałaganu.

Wybór kolorów

W jednej z facebookowych grup o urządzaniu wnętrz uczestnicy dyskusji nabijają się, że na pytanie „co zmienić?” uniwersalną odpowiedzią jest „przemaluj na biało!”. Może to już oklepany motyw, ale był najprostszym sposobem, żeby rozjaśnić naszą małą kuchnię. Białe szafki od dawna mi się podobały, zarówno w wersji na wysoki połysk, jak i bardziej przytulnej. Tutaj wybór pomiędzy tymi dwoma stylami był oczywisty – przy malowaniu nie osiągnęłabym efektu lustra, a tłoczone fronty pasowały bardziej do wystroju tradycyjnego, niż nowoczesnego. Do mebli wybrałam białą farbę renowacyjną V33, przeznaczoną specjalnie do mebli kuchennych, dostępną w Castoramie.

Beckers Light Grey

Szare ściany też były łatwym wyborem – jestem fanką tego koloru i najchętniej całe mieszkanie pomalowałabym na szaro (co zresztą prawie mi się udało). 😉 Górna część ścian została pomalowana farbą Beckers Light Grey – z perspektywy czasu stwierdzam, że mogłaby być ciemniejsza, ale tym samym kolorem malowaliśmy też inne pomieszczenia i w ten sposób wyszło taniej. Wystarczyły dwie warstwy, żeby całkowicie zakryć jaskrawą zieleń.

Glazura również została pomalowana farbą V33, tym razem w kolorze „biały pieprz” do płytek podłogowych. Jest też wersja do płytek ściennych, ale początkowo planowałam pomalować nią również terakotę na podłodze i chciałam trochę zaoszczędzić. Ostatecznie doszłam do wniosku, że efekt byłby zbyt mdły i na podłogę dokupiliśmy tę samą farbę w kolorze „szary marengo”. Co ciekawe, producent nie zaleca malowania płytek ściennych farbą do płytek podłogowych, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego.

Malowanie mebli kuchennych

Przed malowaniem mebli odkręciliśmy wszystkie fronty i uchwyty. Zdjęliśmy także szafki wiszące – przydały się jako podstawka do malowania płyt frontowych, bo farbę należy nakładać na poziome powierzchnie, żeby uniknąć zacieków. Wszystkie elementy trzeba było dokładnie odtłuścić – polecam do tego pomarańczowy płyn W5 z Lidla – bez niego nie dałabym rady! Najbrudniejszym miejscem okazały się szczyty wiszących szafek. Błogosławiłam odtłuszczacz przy ich myciu, płynem do naczyń zajęłoby mi to pewnie trzy razy więcej czasu. Na kilku blogach przeczytałam, że nie ma różnicy w malowaniu płyty MDF z okleiną i bez niej, zerwałam więc swoją tylko z dwóch frontów, z których sama odchodziła. Dochodzę jednak do wniosku, że warto byłoby ją zerwać ze wszystkich – miałam wrażenie, że goła płyta lepiej przyjmuje farbę, co pewnie byłoby jeszcze bardziej odczuwalne przy ciemniejszych meblach. Uniknęłabym też dzięki temu roboty przy myciu.

Malowanie szafek MDF - pierwsza warstwa
Fronty po pierwszej warstwie farby
Malowanie szafek MDF - druga warstwa
Druga warstwa farby

Do malowania używałam wałka flokowego, żeby nie zostawiał żadnych farfocli, a w kilku trudniejszych miejscach zwykłego pędzla. Do całkowitego pokrycia mebli białym kolorem potrzebne były cztery warstwy farby (a pewnie i piąta by nie zaszkodziła, ale już mi się nie chciało). Na szczęście jest dość wydajna, 2 litry spokojnie wystarczyły na całą kuchnię. Nikt mi niestety nie powiedział, że przy każdej warstwie trzeba się postarać 🙂 Jeśli przy pierwszej będzie coś nie tak (np. zacieki), nawet czwarta nie pokryje tego perfekcyjnie. Lepiej nałożyć więcej cienkich warstw, niż mniej grubych. Warto też pamiętać, żeby ostatnie warstwy malować tylko w jedną stronę, dzięki temu będą równomiernie odbijały światło.

Malowanie szafek MDF - trzecia warstwa
Fronty po trzeciej warstwie farby

Producent farby zaleca 12 godzin odstępu pomiędzy warstwami, ale zastosowałam się do tego tylko po pierwszej z nich. Później nie chciało mi się tyle czekać, dawałam meblom ok. 3 godziny na wyschnięcie (tak, żeby były suche na dotyk) i malowałam dalej. I tak zajęło mi to prawie 4 dni – pewnie dlatego, że remont w 8. miesiącu ciąży jednak nie był najlepszym pomysłem i od schylania się dokuczał mi ból pleców. Nie miałam też gdzie rozkładać suszących się frontów, musiałam malować je na raty, bo tylko kilka mieściło się ułożonych na odkręconych szafkach. Po nałożeniu ostatniej warstwy warto odczekać nieco dłużej, żeby nie uszkodzić farby przy ponownym montażu mebli. Według producenta pełną odporność uzyskuje dopiero po 25 dniach, my odczekaliśmy ze skręcaniem 2 dni, ale byliśmy ostrożni 😉 Do przeprowadzki i rozpoczęcia codziennego używania mebli pewnie zdąży się już utwardzić.

Malowanie szafek MDF - czwarta warstwa
Szuflady po czwartej warstwie farby, z nowymi uchwytami

Malowanie płytek ściennych

Ściany do malowania przygotowuje się podobnie – również należy je umyć i odtłuścić. Warto okleić taśmą malarską granice płytek, żeby nie zabrudzić ściany nad nimi czy podłogi. Fugi maluje się pędzelkiem, bo chłoną farbę inaczej niż glazura, ale od razu po jej nałożeniu pokrywaliśmy kafelki farbą z wałka. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której farba wokół fug zaschnie i stworzy nierówności, których nie będzie się dało później przykryć. Nawet się udało 🙂 Niestety okazało się, że w rogach naszej kuchni fuga nie jest zaprawą, tylko silikonem w identycznym kolorze. Należy on do tej samej kategorii tworzyw, co amelinium, czyli „tego nie pomalujesz” – farba spływała i nie chciała się trzymać. W końcu po kilkukrotnych poprawkach jakoś złapała, ale liczymy się z tym, że może trzeba będzie po prostu usunąć ten zielony silikon i zastąpić go nowym w kolorze płytek. Na szczęście zdecydowana większość ścian została dobrze pokryta, wystarczyły dwie warstwy farby i zostało jej jeszcze pół dwulitrowego wiaderka (mogłam kupić 0,75 l). Tutaj producent zaleca już tylko 3 godziny schnięcia pomiędzy warstwami i 12 godzin na całkowite wyschnięcie (przynajmniej w przypadku farby do podłóg, nie jestem pewna, jak jest z tą do płytek ściennych).

Malowanie glazury

Malowanie płytek podłogowych

Na podłodze najpierw wyszorowałam fugi specjalnym preparatem – efekt był zaskakująco dobry, bardzo szybko z ciemnoszarych zrobiły się z powrotem zielone. Następnie każdy kafel umyłam odtłuszczaczem i przetarłam mokrą wypłukaną w wodzie szmatką. Bałam się, żeby nie było paprochów, które przylepiłyby się potem do wałka – w końcu z podłogi same nie spadną tak, jak ze ściany. Szczęśliwie obyło się bez poprawek 😉 Znowu wygrało nasze lenistwo – nie wynosiliśmy mebli z kuchni, pomalowaliśmy podłogę tylko do ich granicy, przesuwając wcześniej sprzęty AGD maksymalnie do ściany, a potem z powrotem na swoje miejsce. Z szafek zdjęliśmy cokoły (takie listwy na samym dole), żeby mieć większy zasięg. Małego oszustwa wcale nie widać, a jeśli będziemy chcieli zmienić aranżację kuchni, zapewne wymienimy też kafle.

Malowanie płytek podłogowych

Malowanie płytek podłogowych
Zakaz wstępu – świeżo malowane!

Wymiana blatów

Stare blaty początkowo miały zostać – na zdjęciach nie wyglądają najgorzej – ale po zamalowaniu marmurkowej glazury okazało się, że ich własny marmurek do niczego już nie pasuje. Po zmianie koloru mebli w kuchni brakowało też cieplejszego akcentu. Postanowiliśmy więc je wymienić. Blaty z laminatu niezbyt mi się podobały, drewniane z kolei były o wiele droższe, ale po krótkim przeglądzie oferty marketów budowlanych okazało się, że bukowe z Castoramy wypadają cenowo całkiem nieźle. Dodatkowo można je było dociąć w sklepie na wymiar za całe 4 złote. Niestety, na wycięcie otworu na zlewozmywak trzeba byłoby czekać tydzień, więc postanowiliśmy zamiast tego kupić wyrzynarkę i zrobić to sami.

Blat bukowy Castorama
Surowy blat przed olejowaniem

Blaty były z surowego drewna, zatem przed montażem musiałam je wyszlifować papierem ściernym i złagodzić nieco ich ostry brzeg od strony, która będzie z przodu. Po wygładzeniu pokryłam każdy z nich trzema warstwami oleju z Ikei, żeby je zaimpregnować (planuję co jakiś czas nakładać kolejne). Jest przeznaczony do desek do krojenia, odpowiedni do kontaktu z żywnością, więc na pewno będzie bezpieczny także do blatów. Przejrzałam też odpowiedniki innych firm, ale ten okazał się najtańszym rozwiązaniem. Trzeba pamiętać, że po zaolejowaniu surowe drewno staje się znacznie ciemniejsze i nabiera cieplejszego odcienia, mimo że olej jest bezbarwny. Na szczęście o taki efekt właśnie mi chodziło – byłam zadowolona, bo tuż po zakupie blaty wydawały mi się nieco zbyt jasne.

Olejowanie blatu bukowego Castorama
Blaty w trakcie olejowania

Rezultat metamorfozy

Efekty metamorfozy możecie ocenić sami – ja jestem bardzo zadowolona. Zdecydowanie mogę polecić farby V33 do płytek, malowanie nimi przebiegło sprawnie i bez wpadek. Niestety, mam mieszane uczucia co do farby tej samej marki do mebli – naczytałam się wcześniej na blogach, że malowanie nią to sama przyjemność i że tak cudnie kryje, ale sama daleka jestem od podobnych zachwytów. Wpisy o malowaniu mebli farbami innych marek również wspominały jednak o 4-5 warstwach potrzebnych dla pokrycia starego koloru, więc może taka po prostu jest specyfika malowania płyty MDF. Rezultat nie jest perfekcyjny, wprawne oko dopatrzyłoby się kilku moich wtop przy nakładaniu farby (zwłaszcza na bardziej skomplikowane elementy zabudowy, np. półki). Na pewno jest jednak lepiej niż było, a całokształt moim zdaniem prezentuje się całkiem nieźle i jest wart włożonego wysiłku.

Planowałam początkowo wpis pod tytułem „przemiana kuchni w jeden weekend”, ale prace zajęły nam aż tydzień. Tak jak wspominałam wcześniej, jednym z powodów była moja ciążowa niedyspozycja oraz inne prace remontowe przeprowadzane równolegle w innych pomieszczeniach w mieszkaniu. Pewnie można byłoby to zrobić dużo szybciej, ale nie spinaliśmy się za bardzo.

Wybaczcie dziury w ścianie na zdjęciach – wciąż nie mogę doprosić się, żeby niemąż zamontował mi wszystkie kontakty 🙂 Zdjęcia pewnie wyglądałyby lepiej w wersji „z katalogu”, bez kuchennych gratów na blacie, ale w ten sposób lepiej widać, jak kuchnia prezentuje się w rzeczywistości. Nie mogłam się doczekać, żeby zacząć jej używać!

Efekt po metamorfozie kuchni  Efekt po metamorfozie  Efekt po metamorfozie  Efekt po metamorfozie Efekt po metamorfozie

Efekt po metamorfozie

Kosztorys

Pominęłam cenę pochłaniacza oraz wymiany zlewozmywaka, bo nie były to elementy, które robią „efekt wow” i kupowaliśmy je ze względów praktycznych. Większość z Was pewnie ma je już w kuchni.

  • Farba Beckers Light Grey, 2,5 l – 59,99 zł (użyta też w innych pomieszczeniach)
  • Farba renowacyjna V33 Kuchnia & Meble kuchenne 2 l, kolor biały – 128 zł
  • Farba renowacyjna V33 Płytki Podłogowe 2 l, kolor biały pieprz – 128 zł (wystarczyła połowa)
  • Farba renowacyjna V33 Płytki Podłogowe 0,75 l, kolor szary marengo – 92,72 zł
  • Wałek do ścian 25 cm – 25,98 zł (użyty też w innych pomieszczeniach)
  • Kuweta z wałkiem Flock 16 cm – 15,98 zł
  • Kuweta z wałkiem Flock 10 cm – 15,98 zł
  • Pędzelek do fug – 1,68 zł
  • Pędzel płaski 2,5 cm – 6,98 zł
  • Taśma malarska – 5,99 zł
  • Folia malarska – 3,98 zł
  • 2 blaty bukowe 2,7x60x300 cm – 534 zł
  • Cięcie blatów – 4 zł
  • Listwy przyblatowe – 49,96 zł
  • Listwa szczelinowa do połączenia blatów – 25,8 zł
  • Narożniki do listw – 17,82 zł
  • Olej do blatu – 19,99 zł

Malowanie w sumie: 485,28 zł
Wymiana blatów: 651,57 zł
Łącznie: 1136,85 zł

A Wy co sądzicie o naszej metamorfozie? Warto było babrać się w farbie, czy może szybciej byśmy zmienili płytki i zamontowali całkiem nową kuchnię? A może sami próbowaliście kiedyś renowacji mebli? Napiszcie w komentarzach, co można było zrobić lepiej, może przy następnej przemianie będę już lepiej przygotowana 😉

Jeśli ktoś z Twoich znajomych planuje remont i wiesz, że wpis może mu się przydać, udostępnij go na Facebooku przy pomocy przycisków poniżej!